joga poznań joga poznań joga poznań joga poznań joga poznań joga poznań joga poznań joga poznań joga poznań joga poznań joga poznań joga poznań joga poznań

Z własnego doświadczenia

SONY DSCJestem mamą trójki cudownych dzieci. Kontynuowałam praktykę Ashtanga Vinyasa jogi we wszystkich ciążach i jestem przekonana, że dzięki temu przeżyłam ten czas bardziej świadomie i spokojnie. Moja praktyka znacznie się jednak różniła od tej codziennej. Ogólnie rzecz biorąc starałam się trzymać zaleceń Betty Lai. Słuchałam także własnej intuicji. Od razu zrezygnowałam ze skoków w vinyasach oraz z intensywnych skrętów. Dopasowywałam asany do mojego stanu powiększającego się brzuszka i wsłuchiwałam się przy tym uważnie w swoje ciało. Będąc w ciąży z Michałkiem do trzeciego trymestru z ogromną przyjemnością mogłam robić pozycje odwrócone z sekwencji końcowej. Czułam się także bardzo silna – na tyle, żeby w siódmym miesiącu wziąć udział w treningu nauczycielskim u Manju Pattabhi Joisa. Michałek pozwalał mi na wiele, nie lubił jedynie mostków. „Odbudowanie” wygięć do tyłu zajęło mi potem około roku. Właśnie tyle czasu potrzebowałam, aby fizycznie poczuć się na macie dużo lepiej niż przed ciążą. Wtedy to, zupełnie nieświadoma, że już się we mnie zadomowił kolejny Maluszek, brałam udział w intensywnych warsztatach u Basi Lipskiej, a później u Nancy Gilgoff. W dalszym przebiegu ciąży z Martynką czułam się zupełnie inaczej niż za pierwszym razem – dużo spokojniej i, ku memu wielkiemu zaskoczeniu, świetnie się czułyśmy razem w mostkach. Za to z asan odwróconych musiałam jak na przekór zrezygnować od razu na początku… Powrót do praktyki sprzed ciąży zajął mi tym razem 4 miesiące.

Trzecie dziecko – córeczka Milenka – pojawiła się dosłownie przed chwilą. Ona również miała szczęście brać ze mną udział w warsztatach – u Nancy Gilgoff w Berlinie i u Basi Lipskiej w Poznaniu. Będąc w trzeciej ciąży do praktyki Ashtanga jogi dołączyłam regularną praktykę tańca 5Rytmów (u mojej wspaniałej koleżanki Beaty Eckert), co pozwoliło mi na jeszcze głębsze doświadczenie samej siebie.

We wszystkich trzech przypadkach, w czasie połogu, gdy praktyka Ashtanga jogi jest niemożliwa, starałam się znaleźć czas na łagodniejszą praktykę, medytację oraz stosowałam ulubione techniki relaksacyjne (misy dźwiękowe, joga nidra). Po kilku tygodniach wchodziłam na matę i cieszyłam się przestrzenią na skłony do przodu.

Podsumowując czysto fizyczny wpływ praktyki na czas ciąży, porodu i połogu, zaobserwowałam u siebie ogromne korzyści: zdrowe i radosne ciąże, piękne domowe porody – wśród bliskich i pod fachową opieką położnych oraz błyskawiczny powrót do formy – z ogromną przyjemnością już po tygodniu wskakiwałam w stare dżinsy. Najważniejszą wartością praktyki w ciąży okazało się być dla mnie jednak to, że rozwinęła się we mnie nowego rodzaju elastyczność. Taka, która nie ma nic wspólnego z ciałem. Dzięki niej potrafiłam i nadal potrafię zaakceptować zachodzące we mnie zmiany, zdystansować się do ciała, a także… znajdować czas na praktykę – to już nie jest stała pora o poranku, ale o różnych porach dnia, pomiędzy karmieniami piersią, pomiędzy dziećmi, pomiędzy rozsypanymi klockami…

Można doświadczyć bardzo dużo jogi w macierzyństwie. Szczególnie, jeśli ma się trójkę wymagających nauczycieli duchowych, którzy sprowadzają na każdym kroku do obecności w „tu i teraz” i bezlitośnie uzmysławiają jak niestałe są rzeczy na tym świecie i jak szybko wszystko mija. Dziękuję za te cenne lekcje i za najważniejszą z nich – lekcję bezgranicznej, czystej miłości. Staram się ją przelewać na moje otoczenie. Moim ukochanym Nauczycielom kłaniam się do ich stópek… słodkich, malutkich, lotosowych stópek…